Dr hab. prof. S. Ryszard Domański Katedra Polityki Pieniężnej SGH Zakład Gospodarki Światowej INE PAN 14 grudnia 2015 r

List otwarty w odpowiedzi na list otwarty byłych i obecnych członków Rady Polityki Pieniężnej „w sprawie zapowiedzi ograniczenia niezależności NBP”.

23 października 2015 pojawił się list otwarty siedmiorga byłych i obecnych członków Rady Polityki Pieniężnej „w sprawie zapowiedzi ograniczenia niezależności NBP” odczytanej przez nich z wypowiedzi posła PiS, Henryka Kowalczyka, o potrzebie angażowania do RPP osób skłonnych do rozluźniania polityki monetarnej. W swojej wymowie list „siódemki” plasuje się wśród innych, również pisanych przez niezależnych Uczonych (np. 20-stki z r. 2006), które wypływały na łamy mediów ilekroć tylko pojawiały się sygnały o potrzebie korekt w polityce zmierzających do zmian w podziale nadwyżki ekonomicznej z myślą o obniżeniu udziału tej jej części, która jest przechwytywana przez sektor finansowo-bankowy.

List otwarty wybitnych profesorów polskiej ekonomii, a przy tym byłych i obecnych członków Rady Polityki Pieniężnej nie dowodzi, aby poprawnie zrozumieli oni wyrażone przez Henryka Kowalczyka zapotrzebowanie na rozsądną politykę pieniężną. Nie jest to trudno udowodnić i niżej to czynię wskazując na fałszywość tez „listu otwartego”.

Pierwsza teza siódemki głosi: Deklaracja Henryka Kowalczyka, posła Prawa i Sprawiedliwości odpowiedzialnego za prace nad programem gospodarczym partii, że przy wyborze nowych członków Rady Polityki Pieniężnej będzie brana pod uwagę ich skłonność do poluzowania polityki pieniężnej, jest przejawem skrajnej nieodpowiedzialności oraz niekompetencji polityka, który ją składa. Otóż, jeśli wziąć pod uwagę znane teoretyczne związki między poziomem stopy (stóp) procentowej a wyborami podmiotów gospodarczych i negatywne skutki rzeczywiste prowadzonej od ponad ćwierć wieku restrykcyjnej polityki pieniężnej w Polsce, jak na przykład:

- niedorozwój infrastruktury rzeczowej gospodarki Polskiej - de-scientyzacja i degradacja Polski do pozycji stale opóźnionego naśladowcy technologicznego, który okupuje coraz gorsze miejsce w rankingach innowacyjności - deprecjacja zasobów kapitału ludzkiego i infrastruktury sektora „produkcji kapitału ludzkiego” (szkolnictwo wszystkich szczebli, badania naukowe, ochrona zdrowia).

- wysokie i permanentne bezrobocie i stowarzyszone z tym uchodźctwo ekonomiczne mierzone utratą kapitału ludzkiego. to z pewnością nie Henrykowi Kowalczykowi lecz „siódemce” trzeba zarzucić, że ich list otwarty jest przejawem skrajnej nieodpowiedzialności oraz niekompetencji, którzy taki list składają. Zatem w obecnej zastanej sytuacji z ogromem narosłych wewnętrznych dysproporcji „Oparcie wyboru nowej RPP na takim kryterium, wbrew temu co piszą autorzy listu, jest jak najbardziej zgodne ugruntowaną wiedzą z zakresu ekonomii, a tym samym zgodne z interesem gospodarki polskiej, jak też zgodne z literą i duchem Konstytucji naszego kraju układanej

1

przecież z myślą o jego pomyślności w ramach społecznej gospodarki rynkowej. Nie widać też, dlaczego niby takie postanowienie sprawy jak to uczynił Henryk Kowalczyk miałoby by być sprzeczne z Ustawą o Narodowym Banku Polskim. Ta przecież mówi tylko o „celu inflacyjnym” i tylko „technik bez wyobraźni” – jak mówił Milton Friedman o Leszku Balcerowiczu - może mniemać, że luzowanie polityki pieniężnej, które implicite oznacza obniżenie barier wejścia ma być na konkurencyjnym rynku sprzeczne z celem inflacyjnym.

W drugiej tezie autorzy listu otwartego głoszą, iż: Konstytucja stanowi, że kryterium wyboru członka Rady ma być jego wyróżniająca się wiedzą z zakresu finansów. Z kolei Ustawa o NBP zobowiązuje go przed objęciem obowiązków w RPP do złożenia przysięgi, że zachowa pełną bezstronność i będzie działać w zgodzie z celami działalności NBP, z których podstawowy jest jeden: utrzymanie stabilnego poziomu cen.

Zaprawdę, trudno nie odnieść wrażenia, że „siódemka” nie demonstruje tu nadmiernej zdolności do logicznego wyciąganiu wniosków z postawionych przesłanek. Przecież oczywiste jest, że wyróżniająca się wiedza z zakresu finansów, zwłaszcza, jeśli dobrze podbudowana znajomością teorii mikro i makroekonomicznej w ogóle, i przysięga pełnej bezstronności i działania zgodnie z celami NBP, z celem najważniejszym „utrzymanie stabilnego poziomu cen” może, powinna, a nawet musi, w określonych sytuacjach prowadzić do decyzji o rozluźnieniu polityki pieniężnej, zwłaszcza obniżeniu poziomu stóp procentowych. To wszystko z myślą o długofalowym zwalczaniu inflacji przez sprzyjanie taką polityką postępowi nowości i innowacyjności oraz przez sprzyjanie wzrostowi podaży, a nie przez krótkowzroczne dławienie popytu i restrykcyjne posunięcia, które wypalają same fundamenty długofalowej równowagi i wzrostu. A z takimi posunięciami mieliśmy do czynienia, ze sztandarowym przykładem chłodzenia gospodarki” ze skutkiem w postaci kilka lat utrzymującego się spadku inwestycji, spowolnienia albo zaniechania powiązanych z ryzykiem działań innowacyjnych przynoszących efekty przecież z jakimś odroczeniem wreszcie z utrzymywaniem się bezrobocia.

Krytycyzm listu „siódemki” uwypuklany jest szczególnie w ich tezie trzeciej, że Wymaganie od nowych członków Rady gotowości do poluzowania polityki pieniężnej jest w istocie żądaniem krzywoprzysięstwa. [podkr. RD]. Aby ten brak umiarkowania wykazać wystarczy w pełni przytoczyć stosowny zapis Ustawy o NBP w brzmieniu:

Art. 3.1. Podstawowym celem działalności NBP jest utrzymanie stabilnego poziomu cen, przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej Rządu, o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP.(podkr. R.D) (Ustawa z dnia 29 sierpnia 1997 r. o Narodowym Banku Polskim Dz. U. z 2013r.poz. 908, z późn. zm.1 tekst ujednolicony). Sens podkreślonego fragmentu opisu ustawowego celu NBP jest oczywisty i wskazuje, że wtedy, gdy nie ma zagrożenia dla postawionego sobie przez NBP celu inflacyjnego, to wskazane jest dokonywanie takich posunięć jak poluzowanie polityki pieniężnej dla wsparcie polityki gospodarczej – w domyśle np. pobudzenie wzrostu gospodarczego, inwestycji czy obniżka bezrobocia. Podpisujący się pod emfatyczną tezą o „krzywoprzysięstwie” byli i obecni członkowie RPP zapewne pamiętają, że na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza zdecydowanie przeważały raczej okresy, gdy cel inflacyjny NBP był przekraczany w dół a faktyczna stopa inflacji była niższa od zapowiadanej - ergo dławiące gospodarkę stopy NBP były zbyt wysokie. I chyba nigdy nie szło za tym „wspieranie polityki gospodarczej” rządu „skłonnością do poluzowania polityki

2

pieniężnej”, choćby z tego prostego powodu, że trudno było się doszukać jakiejś polityki i strategii gospodarczej rządów (może wyjąwszy rządy SLD „za Kołodki”)

Teza czwarta: Motywem przyświecającym twórcom Konstytucji ustanowienia Rady i przekazania jej odpowiedzialności za politykę pieniężną, którą wcześniej kształtował Prezes NBP, była troska o zapewnienie w jej prowadzeniu możliwie szerokiego spektrum wiedzy i doświadczenia. Instytucja ta ma zabezpieczać społeczeństwo przed błędami w polityce pieniężnej, tzn. zarówno przed zbyt restrykcyjną, jak i zbyt luźną polityką pieniężną. Otóż oczekiwania wyrażone przez Henryka Kowalczyka co do zachowań „nowych członków Rady polityki pieniężnej odwołują się do owego „szerokiego spectrum wiedzy” a zwłaszcza 25 letniego „doświadczenia” prowadzonej zbyt restrykcyjnej polityki pieniężnej w Polsce, ze znanymi i wskazanymi wyżej niszczycielskimi jej skutkami przy przeważającej skłonności kolejnych RPP raczej do zacieśniania niż luzowania polityki pieniężnej. Jeśli zaś dochodziło w końcu do „luzowania”, to po czasie i nieskutecznie, z zachowaniem nadmiernie wysokich realnych stóp procentowych, ze wszystkimi tego konsekwencjami dla gospodarki,

W pozytywnym wykładzie „siódemka” głosi: Teoretyczna wiedza z zakresu ekonomii wskazuje, że w związku z problemem tzw. niespójności czasowej polityki niskiej inflacji członkowie Rady muszą wykazywać się mniejszą, a nie większą skłonnością do luzowania polityki pieniężnej niż przeciętny obywatel, jeśli stabilność cen ma być niezagrożona. Twórcy podstaw tej wiedzy zostali nagrodzeni Nagrodą Nobla w 2004 roku, a więc – zdawałoby się – wystarczająco dawno, żeby dotarła ona już do polityków.

Pomińmy postawienie trywialnego zarzutu, że kierując się logiką, autorów listu otwartego, trzeba by zarzucić im, iż wzywają do „krzywoprzysięstwa z drugiej strony”, jeśli „członkowie Rady „muszą wykazywać się mniejszą skłonnością do luzowania polityki pieniężnej”, wbrew konstytucyjnemu wezwaniu do roztropności i bezstronności. Ważniejsze wskazanie, że nie tyle rok, 2004 (kiedy Kydland i Prescott otrzymali „Nobla”), był wystarczająco dawno, aby wiedza dotarła już do polityków, ale równie wystarczająco dawno, aby polscy uczeni przestali powtarzać formuły teoretycznej wiedzy i nauczyli się je aplikować do rozumienia procesów realnych w danym otoczeniu regulacyjnym oraz udoskonalenia praktyki polityki gospodarczej w myśl znanej tezy, że najbardziej praktyczna jest dobra teoria. Przywołaniem koncepcji niespójności czasowej decyzji polityki monetarnej autorzy listu uzasadniają obawy, że nawet całkiem niezależny Bank Centralny może znaleźć się pod stałą presją polityczną, aby pobudzać gospodarkę i obniżać bezrobocie. Niestety – zgodnie z tą obawą - ponieważ gospodarka nie może przekroczyć swojego potencjalnie możliwego PKB albo sobie właściwej naturalnej stopy bezrobocia to uleganie takiej presji (luzowania polityki pieniężnej) będzie prowadziło jedynie do wzrostu inflacji w długim okresie. Tyle teoretyczna przestroga płynąca z zasady „niespójności czasowej polityki pieniężnej. Zaaplikowanie jednakże tej wiedzy do rozumienia procesów realnych w Polsce prowadzi do wniosków odwrotnych. Rzecz pierwsza to „nikt przy zdrowych zmysłach” nie powie, że gospodarka polska, z jej stopniem wykorzystania mocy wytwórczych, poziomem bezrobocia, i skalą uchodźctwa ekonomicznego ociera się o brzeg potencjalnego PKB. Po drugie – zauważmy, – że Kydland i Prescott aplikują koncepcję czasowej niespójności polityki pieniężnej do gospodarki gdzie Bank Centralny (tu „Fed” USA) ma wyznaczone dwa równorzędne cele - stabilność cen i „pełne zatrudnienie”! Stąd troska o bezrobocie, za które i politycy i Fed są rozliczani i stąd pokusa zmiany preferencji w czasie ze stabilności cen na poziom bezrobocia.

3

NICZEGO PODOBNEGO NIE MA w Polsce – wprost wyraził to prof. Andrzej Kaźmierczak po bezzasadnym podniesieniu przez RPP stóp (chyba) w czerwcu 2014: z grubsza tak: „za wzrost bezrobocia nikt mnie nie będzie rozliczał a zgodnie z celem NBP konstytucyjnie odpowiadam za poziom inflacji i jeśli sprawimy, że ta będzie poniżej celu to za to mi nic nie grozi”. Jak widać, przy celu NBP inaczej zdefiniowanym niż ma to Fed w USA, problem niespójności czasowej polityki niskiej inflacji członków Rady nie istnieje, w tym sensie, że nasi członkowie RPP w swoim interesie i ze strachu przed „niespełnieniem celu inflacyjnego” mają stabilne preferencje w czasie odnośnie do inflacji. Pociąga to za sobą negatywny skutek taki, że z obawy by nie spowodować „przekroczenia potencjału PKB” i tym „niechcący” otworzyć groźbę przyspieszenia inflacji, stosują politykę restrykcyjną, która sama prowadzi do obniżenia potencjalnego PKB i tym samym „niechcący” otwiera groźbę przyspieszenia inflacji. Problem „niespójności w czasie polityki niskiej inflacji” w przypadku Polski ma zatem zgoła inny charakter – oto zwalczanie inflacji uporczywą restrykcyjna polityka monetarną oprócz krótkofalowego efektu ograniczenia popytu co wygasa inflację, skutkuje dławieniem inwestycji, postępu nowości, niedorozwojem infrastruktury rzeczowej i ludzkiej i de- scientyzacją gospodarki, a więc OBNIŻENIEM w efekcie tego potencjału PKB jako skutku tej polityki. To prowadzi -zgodnie z teoria do otwarcia presji inflacyjnej a to z kolei zachęca członków RPP do kontynuowania polityki restrykcyjnej w celu dalszego dławienia popytu a to..., itd. itd.... od 25 lat. Postulat, zatem, by nowi członkowie RPP wykazywali się większa skłonnością do luzowania polityki pieniężnej jest wyrazem, zatem racjonalnego oczekiwania wyrwania gospodarki polskiej z przedstawionego tu błędnego koła.

Siódemka dla poparcia swego stanowiska przywołuje na pomoc „polskie społeczeństwo” głosząc tezę, że „ Zarazem z badań empirycznych wynika, że polskie społeczeństwo, jak wiele innych, które doświadczyło katastrofy pieniądza, przywiązuje bardzo dużą wagę do niskiej inflacji, znacznie większą niż obywatele państw, które nie przeszły przez taką traumę. Rzecz jasna wybitnym ekonomistom jako świadectwo prawdy potrzebny jest dedukcyjny dowód a nie same badania empiryczne, z których może wynikać wiele bardzo różnych obrazów. Na przykład taki, że dla „polskiego społeczeństwa jak i dla wielu innych” ważny jest wzrost płac realnych, który może dokonywać się mimo wzrostu sen i nikogo nie zadawala stagnacja lub spadek cen, jeśli i płace też nie rosną. Albo taki, że traumą był stan wojenny zamykany po latach okrągłym stołem i „szokiem bez terapii”, pointowaną empirycznym wnioskiem „polskiego społeczeństwa” o opuszczeniu kraju.

Zatem, aczkolwiek prawdziwa jest teza autorów, że „Odpowiedzialny polityk powinien dbać o dobrobyt ogółu, a nie podporządkowywać go interesom grup nacisku”, to już jej dokończenie, że „w tym przypadku dłużników” jest o tyle bez sensu, że odpowiedzialny polityk, równie wielka wagę powinien przywiązywać do niepodporządkowania dobrobytu ogółu interesom rentierów żyjących z wysokich stóp procentowych, które powodują, że i przedsiębiorcy z czasem zamieniają się w rentierów żyjących z odsetków od zakumulowanych depozytów bankowych, a nie ze zwrotu z kapitału zainwestowanego w działalność gospodarczą. Pomijam już fakt, że myśl bankowa przeszła długą ewolucją od czasu, gdy sądzono, że najlepszym sposobem dla wierzyciela jest wtrącenie dłużnika do więzienia do czasu, gdy zauważono, że najlepszym sposobem dla wierzyciela na odzyskanie kapitału wraz z odsetkami jest działanie w interesie dłużnika.

4

Autorzy listu otwartego przestrzegali jeszcze przed wyborami, że „Obserwowana eskalacja obietnic składanych dotychczas w kampanii wyborczej sprowadziłaby katastrofę na finanse publiczne, gdyby zostały one dotrzymane. Do tych nieodpowiedzialnych obietnic dołączyła teraz zapowiedź uczynienia z niezależności Narodowego Banku Polskiego jedynie fasady.” I dlatego też WZYWAJĄ: Należy mieć nadzieję, że najpóźniej po wyborach politycy jednoznacznie wycofają się z tego. W przeciwnym razie sprowadzą na Polskę ogromne problemy, które i dla nich będą miały fatalne skutki.

Można jednak zauważyć, że obietnice wyborcze – nawet te szczególnie hojnie szafowane przez Platformę Obywatelską - nie są niebezpieczne dla finansów publicznych dopóty dopóki znajdują pokrycie w obietnicach znalezienia źródeł ich finansowania – a w tej kwestii zwycięska partia przedstawiła program przemyślany a prze swoją w istocie skromność, bardzo realistyczny. Tak też rozsądnie brzmi odwoływanie się do roztropności przyszłych ewentualnych członków RPP i nie unikania „skłonności do luzowania polityki pieniężnej” a więc wspierania polityki gospodarczej Rządu, o ile nie ogranicza to podstawowego celu NBP. Z dotychczasowej zaś praktyki zachowań członków RPP widać jasno, że przed mechanicznym brakiem skłonności do luzowania polityki pieniężnej uchroniłoby ich, także zmusiło do kombinacyjnego myślenia o gospodarce, takie przemodelowanie artykułu 3.1. Ustawy o NBP, jak to ma miejsce w przypadku amerykańskiego „banku centralnego”, co też należałoby wprowadzić na wokandę posunięć naprawczych państwa. Przy okazji sprawiłoby to, że i dywagacje autorów o niespójności preferencji w czasie nabrałyby, jako takiego sensu. Dlatego – wbrew obawom siódemki wspaniałych trzeba mieć nadzieję, że politycy partii zwycięskiej, nie pójdą niegdysiejszym śladem partii przegranej i po wyborach jednoznacznie i bez wahań przystąpią do spełnienia swoich obietnic, a w tych dotyczących strony przychodowej finansów publicznych zrobią dużo więcej niż obiecali przed wyborami. Wystarczy, bowiem przypomnieć, że waga budżetu w PKB dobrze rządzonych państw przekracza 50%, gdy u nas nie sięga 40!

I na koniec przypomnę, że jeden z sygnatariuszy listu, były członek RPP, kilka lat temu na pytanie „czy będzie Pan jastrzębiem, czy gołębiem” w RPP, odpowiedział dziennikarce, że chciałby być sową. Sową symbolem mądrości, która nie zmienia preferencji w czasie w zależności od tego, kto wygrał wybory i która bystrością wzroku nawet w ciemności potrafi dojrzeć całkiem szeroki margines na dalsze obniżki stóp procentowych w Polsce, w powiązaniu z ogólnym położeniem otoczenia krajowego i zagranicznego oraz w oparciu o niezależność Narodowego Banku Polskiego.

Warszawa, grudzień 2015.

Stanisław Ryszard Domański.

5