Trzy korabie w jednym: reforma w lustrze logo SGH w półświątecznej konwencji

Prolog.   (Z wystąpienia na posiedzeniu  Senatu SGH w dniu 23 listopada 2011)
Magnificencjo, Wysoki Senacie,
Dla każdego jest oczywiste, że dzisiejszej dyskusji nad punktem 9 proponowanych zmian w statucie Szkoły Głównej Handlowej, dotyczącym przypisania kierunków kształcenia do wydziałów nie byłoby, gdybyśmy odeszli od więzienia horyzontów wyobraźni w pięciowydziałowej strukturze organizacyjnej SGH, które zaleca proste przemianowanie  obecnych Kolegiów, przy obciążeniu ich dydaktyką i rekrutacją na studia, a które zostało stworzone w wyniku już dawno nieaktualnej i od początku błędnie prowadzonej sondy środowiskowej.
Spójrzmy na fresk, który artysta w proroczym widzeniu namalował na tej ścianie, a który   odzwierciedla postulowaną w projekcie społecznym trój-wydziałową, czy „trój-szkolną” -  zrozumiałą i kompatybilną „ze ŚWIATEM” strukturę organizacyjną SGH (tezy tego projektu były opublikowane w nr 4/11(270) Gazety SGH). Oto najpierw widzimy na fresku mały korab bujający na styku obłoków i rzeczywistości toni morskiej. Ten korab nazywamy „Chmurny”, a symbolizuje on „Graduate School of Economics”, („Wydział Ekonomii”). W środku fresku widzimy wypasiony bark pod żaglami unoszący się na falach -  symbolizuje Graduate School of Business, co tłumaczymy jako Wydział Biznesu (tzn. po polsku byłoby lepiej Wydział działalności gospodarczej i zarządzania). Wreszcie widzimy całkiem blisko  ziemi szkuner z przylegającą doń żaglówką - ten symbolizuje Graduate School of Social Policy and Law, tzn. Wydział  Polityki Społeczno-Ekonomicznej i Prawa.
Magnificencjo, Wysoki Senacie,
Po co dyskutować nad trudnymi, kosztownymi i niesterowalnymi wariantami przeobrażeń, niosącymi w sposób dość oczywisty niebezpieczeństwo konkurencji spełniającej prawo  Kopernika–Greshama na wewnętrznym rynku SGH w pogoni za studentami. Trzeba niewielkiej wyobraźni i nie tak znów dużej odwagi, by zamiast dzielić płaszcz, patrząc jaki skrawek zostanie w rękach obecnie sprawujących funkcje, myśleć odważnie, kategoriami interesu globalnego SGH i komasować jej strukturę organizacyjną tworząc szerokoprofilowe  Szkoły-Wydziały o mobilnych i łatwych do wytworzenia elastycznych programach kształcenia, pozwalających zachować – jeśli  uzna się tego sens – swobodę wyboru ścieżek kształcenia przez studentów, w takim zakresie, jak to ma miejsce obecnie. Przy oczywistej wtedy inwencji programowej - odsłoni się, że w SGH BRAK LUDZI DO PRACY, a nie że mamy ich nadmiar i  poszukujemy ścieżek łatwej redukcji zatrudnienia”.

  1. Korab Chmurny – Graduate School of Economics, Wydział  Ekonomii 

Zanim przejdziemy do spraw merytorycznych, kilka słów poświecimy pojęciu „Chmurny”,  symbolizującemu Wydział Ekonomii – Graduate School of Economics. Otóż chmurny, zgodnie z zapomnianym pięknem naszego języka, oznacza w przenośni „zamyślony”, „zafrasowany”, „smutny” rys nawet i pięknego oblicza. Tak malująca się fizis jest udokumentowaniem nieopatrznego zgłębienia przez jej posiadacza ekonomicznej teorii objaśniającej rzeczywistość i ogarnięcia tajników wiedzy, która – jak wiadomo chyba od Sokratesa - nie daje szczęścia w ogóle, a której posiadanie w szczególnych okolicznościach jest piętnowane, a nawet karane za „niewłaściwą  świadomość”. (W skrajnych przypadkach i sytuacjach jest to upamiętniane kamiennymi tablicami, jak te w murze naprzeciw naszego gmachu A, nawiązujące do czasów, gdy wykładano tam „świadomość właściwą” w oparciu o wprowadzane wtedy podręczniki do ekonomii politycznej socjalizmu).
Słowo „chmurny” odzwierciedla zatem na obliczach stan duchowy i intelektualny    pracowników naukowo-dydaktycznych Wydziału Ekonomii, których właśnie po tym łatwo wyłuskujemy z ciżby ludzkiej. Jeśli wchodząc obecnie do SGH widzimy tylko nieliczne takie przypadki to znaczy, że już najwyższy czas, aby Graduate School of Economics powołać. Najwyższy też czas, by artykuły pisane przez jej pracowników ukazywały się w tak wyrafinowanych, wysoko punktowanych czasopismach  ekonomicznych, jak Journal of Political Economy, Journal of Monetary Economics, European Economic Review, albo Journal of European Economic Association.
Studenci Gradaute School of Economics (Wydziału Ekonomii) będą wyglądali podobnie jak ich nauczyciele, bo przejście przez zawansowaną makroekonomię (choćby to był nie tak trudny w końcu, przetłumaczony na polski, podręcznik D. Romera) i przez zaawansowaną  mikroekonomię Jehlego i Reney (nie przetłumaczoną na polski - a  raczej przetłumaczoną, ale nie opublikowaną, bo i po co?, dla kogo? - i przez programowanie dynamiczne jako podstawę do opanowania teorii wzrostu i stochastycznej  dynamicznej równowagi ogólnej, wymusza pewną bladość oblicza i błędność spojrzenia, których natężenie jest odwrotnie skorelowane z odległością momentu zamiany buławy noszonej  w pokrowcu razem z notebookiem na nagrodę  Nobla w ekonomii.
Jak wiadomo, słowo „Graduate” dodajemy po angielsku wtedy, gdy chcemy podkreślić, że  nasza uczelnia, szkoła czy wydział, spełnia kryteria uniwersyteckiego poziomu badań naukowych i kształcenia, a więc ma uprawnienia do nadawania nie tylko tytułu  zawodowego magistra, ale również stopnia doktora i doktora habilitowanego (nieważne, że ci, którzy w swoim rodzimym języku używają słowa graduate nie nadają habilitacji jako stopnia naukowego, ale dajemy w ten sposób sygnał tym „z Kontynentu”, którzy  nadają), jak też ma prawo do występowania do Głowy Państwa o nadanie tytułu  profesora    (nie jest ważne, że ci, którzy w swoim rodzimym języku używają słowa graduate nie występują do głowy państwa o tytuł profesora, ale dajemy w ten sposób sygnał tym „z  Kontynentu”, którzy występują). 
Wydział Ekonomii będzie kształcił na poziomie magisterskim w szerokoprofilowych specjalnościach, zgodnie ze standardami światowymi rozpoznawanymi po prowadzonych przedmiotach i literaturze wykorzystywanej przy ich prowadzeniu. Zgodnie też z dawną już na świecie tradycją, a u nas dopiero od niedawna wprowadzanym rozwiązaniem, Wydział Ekonomii – Graduate School of Economics przyjmuje na studia magisterskie w zakresie ekonomii z dyscyplinami powiązanymi osoby, które posiadają co najmniej tytuł licencjata lub równoważny, a przy tym  spełniają dodatkowe kryteria weryfikowane w odpowiedniej procedurze kwalifikacyjnej uzupełnianej odpowiednią procedurą kształcenia po zakwalifikowaniu na studia. Szczegóły  praktycznych rozwiązań tu zarysowanych zagadnień omawiam niżej. 

  1. Korab  Wypasiony – Graduate School  of Business 

Piękny duży bark, unoszący się na falach w centralnym miejscu fresku na północnej ścianie  Sali Senatu SGH, wypchany – jak przeczuwamy – kapitałem wywożonym z Polski przez  strategicznych inwestorów, symbolizuje Graduate School of Business SGH.
„Wypasiony” ma tutaj, podobnie jak wyżej ”Chmurny” sens przenośny. Z jednej strony   dotyczy człowieka sukcesu, którego sam widok udowadnia, że nie zżera go sumienie, ani  nie nękają myśli egzystencjalne. Z drugiej zaś, wypasiony” – i to jest już zdobycz pojęciowa czasów najnowszych - oznacza zasobność podręcznego usprzętowienia codziennego, na  które składają się przynajmniej trzy komórki, duży laptop z podręcznym rzutnikiem multimedialnym i torba na kółkach wypchana ad hoc dobranymi gadżetami jako ilustracją  aplikowalności wiedzy oferowanej przez nauczyciela akademickiego.
Radość życia pracowników i studentów przyszłej GSB-SGH wynika z takiej mentalności, którą teoretycy ekonomii z GSE - Wydziału Ekonomii SGH wyrażają za pomocą   indywidualistycznej funkcji użyteczności społecznej Bergsona-Samuelsona, ale tak  przerobionej, że W(u1 …. u i …. un  ) = max { u1 …. u i …. un},  i tych z daleka rozróżniamy po uśmiechu sukcesu. Nota bene, mamy ich obecnie w bród, rozsianych - ku zmarnowaniu   łącznego potencjału - po trzech w pięciu istniejących kolegiach. Dla nich jest potrzebna GSB-SGH. Dla nich i dla tych mas studentów, którzy aktywną twórczość przy budowaniu kolejnych wystaw, targów, jarmarków, występów i promocji w Auli Spadochronowej przedkładają nad psucie sobie humoru zaglądaniem do przestronnej czytelni  w gmachu biblioteki SGH wypełnionej chmurnymi, którzy akurat naukowo UDOWODNIAJĄ, że wejście do strefy euro w roku 2009 jest TEORETYCZNIE NIEMOŻLIWE. Teoretycznie - ponieważ praktycznie wykonalne, bo przecież nie takie  figury – żeby wziąć choćby Eureco-PZU czy OFE - udało się wyrzeźbić, jeśli władza tylko bardzo chciała.
Graduate School of Business SGH będzie oferowała program kształcenia z zakresu business economics i zarządzania o najwyższej jakości, zdolny kształcić i przygotować do podjęcia najtrudniejszych krajowych i międzynarodowych wyzwań elitę życia gospodarczego – w czym zresztą SGH ma długa i dobra tradycję i na tym akurat odcinku nie musi się wstydzić czasów, gdy funkcjonowała przez kilka dziesiątek lat jako  SGPiS. Postępujący proces otwierania się i integracji gospodarki polskiej, procesy  integracyjne w ramach bloków polityczno-gospodarczych i presja konkurencyjna wynikająca z procesów globalizacyjnych i globalnej działalności firm międzynarodowych niezmiennie domagają się elastyczności decyzji i doskonałości w zachowaniach menedżerskich.  
Jest dość oczywiste, że przy kreowaniu tego programu na poziomie magisterskim trzeba  odróżnić między tymi słuchaczami, którzy przyjdą do naszej szkoły biznesu po zdobyciu  tytułu licencjata na uczelniach ekonomicznych w Polsce i na świecie, a tymi, którzy przyjdą z  tytułem licencjata lub równoważnym, zdobytym w innych niż ekonomia dziedzinach. Wymaga to oczywiście - dla zapewnienia podobnego poziomu i jakości absolwenta - podobnie zresztą jak w Graduate Schoool of Economics, równoległego prowadzenia dwóch ścieżek magisterskich pomyślanych dla dwóch „genetycznie” rożnych grup studentów.    Projekt społeczny reformy SGH jest tu daleko zaawansowany i niżej przedstawiam na to  przykład.
Program kształcenia w GSB-SGH będzie łączył moc intelektualną znanych amerykańskich uniwersytetów biznesu z europejską tradycją akademicką. W sposób naturalny i oczywisty w jej program kształcenia wplecione są aspekty specyfiki prowadzenia biznesu w Unii Europejskiej i Europie Centralnej, słowem jej celem jest stymulowanie i własny wkład w rozwój  międzynarodowej perspektywy działalności gospodarczej. Międzynarodowy standard kształcenia będzie zapewniony przez angażowanie nauczycieli z najlepszych uniwersytetów  europejskich i amerykańskich w ramach przystępnych przecież, a nie wykorzystywanych programów unijnych i amerykańskich, jak też menedżerów znanych firm polskich i zagranicznych.  Stanowi to i wyzwanie i przewodnik dla programu kształcenia i na poziomie licencjackim i magisterskim, jaki będzie dostarczany na Wydziale Biznesu SGH w intensywnej i ścisłej współpracy z jej partnerskimi uczelniami, których przecież już jest wiele i które jeszcze czekają gotowe do pogłębienia współpracy, zwłaszcza Rotterdam School of Management w Europie i Bhubenswar Institute of Mnagement w Indiach.

Korab Podwójny. Graduate School of Public Policy and Law
Trzeci filar zreformowanej SGH – Graduate School of Public Policy and Law – Wydział   Polityki  Społecznej i Prawa SGH symbolizuje tak nazywany „korab podwójny”,  naprawdę to  szkuner i przyklejona doń niejako żaglówka, stojące przy brzegu na fresku północnej ściany sali  Senatu SGH.
Zachowując konwencję i sekwencję opisu istoty proponowanych Graduate Schools zacznę od  odnotowania, że pracowników GSPP&L wyróżnia na tle innych z jednej strony ogromna wrażliwość społeczna, którą kiedyś wieszcz sparafrazował myślą, że są jak „milijon bo cierpią za milijony” nie uciekając od poświęcania czasu na udział w kwestach dobroczynnych na chore, albo zaniedbane dzieci z pijackich rodzin, zgodnie z ich minimaksową funkcja dobrobytu Rawlsa, gdzie W(u1 …. u i …. un  ) = min { u1 …. u i …. un}, a więc poprawiają alokację sknoconą na GSB–SGH, orientując się na położenie podmiotów najgorzej sytuowanych.  Mowa oczywiście o części „polityki społecznej” naszego podwójnego korabia Wydziału  polityki społecznej i prawa. Drugą część reprezentują ci zawsze spóźniający się na zajęcia,  zawsze nieco podminowani brakiem czasu i starający się nieco rozchwianym spojrzeniem  ogarnąć sytuację, której sens szacują nie na podstawie zgodności z rzeczywistością - lecz stopnia      zgodności z odpowiednio dobranym paragrafem i ustępem. To, rzecz jasna, pracownicy naukowo-dydaktyczni pionu Prawa w naszej GSPP&L, dzielący czas między zajęciami a uczestnictwem w którejś trzech ról w nakładających się rozprawach i procesach, tudzież śledztwach. Żyją oni w oczywistej symbiozie z kolegami od sprawiedliwości realizowanej polityką społeczną, bo przecież ta nie istnieje poza prawem, z tą tylko drobną, choć  fundamentalna różnicą, że jedni uważają, że sprawiedliwość idzie za prawem, a drudzy - że  prawo za sprawiedliwością, który to spór – jak dowodzi praktyka - bywa rozstrzygany od czasu do czasu z udziałem polityków rozpoznawanych po twarzach, na których zawsze maluje się  tryumf zwycięstwa.
Graduate School of Public Policy and Law odwołuje się do dorobku badawczego i dydaktycznego Wydziału, a potem Kolegium Ekonomiczno-Społecznego SGH i będzie rozwijała problematykę wyborów społecznych - od ochrony zdrowia do systemów emerytalnych i ubezpieczeniowych i zajmowała się społecznymi i indywidualnymi preferencjami, integrując wiedzę z zakresu teorii ekonomi, filozofii człowieka i doświadczeń historycznych. Wśród metod  wykładu znajdziemy i tę polegającą na zastosowaniu metod teorii ekonomii i teorii gier do analizy zachowań społecznych i politycznych, a więc do obszarów normalnie penetrowanych i uprawianych przez politologów i socjologów. Tak pomyślana GSPP&L niesie w sobie niesłychany potencjał rozwojowy, jeśli idzie o nieekonomiczne kierunki studiów w SGH - i ten  już zawarty w strukturze obecnego Kolegium Ekonomiczno-Społecznego pod postacią nauk o polityce i socjologii, i ten postulowany drugim członem jej nazwy – prawem.

  1. Trójkątny krąg samo dynamiczny

Widzimy teraz dokładnie ten naturalny i spontaniczny podział pracy wykonywanej na trzech  wymienionych korabiach, symbolizujących stabilną, trój-wydziałową konstrukcję organizacyjną  SGH. Oto na „Chmurnym” objaśniają rzeczywistość, wyłuskując jej  istotę z chaosu faktów,  zdarzeń, przekrętów i zjawisk, procesów, zachowań indywidualnych. Na „Wypasionym” nauczają, jak tworzyć ten chaos spontanicznych faktów, zdarzeń, zjawisk i procesów zwanych ogólnie robieniem biznesu. Na korabiu „Podwójnym” uczą, jak naprawiać i korygować ów chaos faktów, zdarzeń i niedoskonałości, które nie pasują do prawa idącego za sprawiedliwością (to specjaliści od polityki społecznej i nosiciele Rawlsowskiej funkcji dobrobytu społecznego) i   wreszcie uczą jak wszystko jest brane w karby sprawiedliwości idącej za prawem. I tu - jak trafnie  zauważa każdy - krąg zamyka się i znowu się otwiera, gdyż na korabiu „Chmurnym”,  Graduate School of Economics – Wydziale ekonomii patrzą zafrasowani przez pryzmat „obiektywnych czynników”, sprawdzając, czy rzeczywistość wykreowana na GSB i unormowana na GSPP&L prowadzi do efektywności Pareta , tzn. takiej sytuacji, gdy już nikomu  nic się nie chce, bo każdy ma to, na co zasługuje, zgodnie ze swoją produkcyjnością krańcową, realizowaną  na dynamicznej ścieżce stanu równowagi. Przykłady takich trójkątnych kręgów  samo dynamicznych można by mnożyć – od postulatów teorii ryzyka i dochodu odnośnie do  pracowniczych umów śmieciowych, do postulatów teorii kapitału i wzrostu pod adresem OFE –odkładam to na inną okazję. Tu w konkluzji tego - nazwijmy to „ideologicznego”-  etapu budowania trój-wydziałowej, efektywnej, kompatybilnej ze światem struktury organizacyjnej SGH, rzućmy jeszcze okiem na morze na fresku na północnej ścianie Sali Senatu SGH, w sposób oczywisty  odpowiadające hasłu „SGH na oceanie wiedzy”.

  1. Trzy  korabie – wspólne akweny żeglowania

SGH dokonała w ostatnich latach ogromnego postępu w budowaniu, a przede wszystkim porządkowaniu programu nauczania, wyciągając się z zapaści i stagnacji poprzednich ekip  rektorskich i dążąc – za zaleceniami bolońskimi - do budowy trójszczeblowego systemu kształcenia z wyróżnionym poziomem licencjackim, poziomem magisterskim i poziomem doktorskim. Panuje powszechne i słuszne przekonanie, potwierdzone zakresem umów z uczelniami zagranicznymi, że w pierwszym przypadku – studiów licencjackich - osiągnęliśmy standardy międzynarodowe. Niedosyt  dotyczy studiów magisterskich i poziomu studiów doktorskich. Dziekan studiów   magisterskich dlatego słusznie domaga się przejawów większej energii ze strony dziekanów kolegiów merytorycznych. W tezach projektu społecznego reformy SGH, opublikowanych w nr  4/11(270) Gazety SGH, zagadnienie rozróżniania poziomów kształcenia i skoku jakościowego je dzielącego zostało zamarkowane. Rozwinę je w kolejnym odcinku projektu społecznego,  przestawiając, wyżej sygnalizowane konkretne projekty programów kształcenia w GSE -Wydziale Ekonomii oraz  GSB - Wydziale Biznesu. W tym miejscu skupiam uwagę na „wspólnym akwenie żeglowania” naszych trzech korabi – a więc na wspólnym trzonie dydaktycznym-  tym, co jest już dość dobrze dopracowane, ale do czego udoskonalenia  kilka refleksji może się przysłużyć .
Pierwszą sprawą jest zastanowienie się nad tym CO NAS ŁĄCZY, NAS, przedstawicieli nie tylko rożnych i dyscyplin, i przedmiotów w ramach jednej dziedziny jaką jest ekonomia, ale  również przedstawicieli rożnych dziedzin, z których przedmioty są wykładane w SGH adekwatnie do profilu kształcenia, który studenci w dużym stopniu kształtują sobie sami i wreszcie nas, którzy znajdziemy się w trzech różnych Graduate Schools – trzech Wydziałach, gdy je powołamy, ale będziemy zobligowani do efektywnego gospodarowania dla dobra „trój-jednej SGH”, czego praktycznym wyrazem będzie właśnie trzon wykładów wspólnych  wszystkim studentom, niezależnie jaka Szkołę –Wydział – kierunek wybiorą ostatecznie.
Czy łączy nas coś, co Anglosasi nazywają „rigorous thinking”, które jest właściwością  myślenia naukowego, w odróżnieniu od myślenia w ogóle, wystarczającego, by „normalnie”   funkcjonować w społeczeństwie, zabierać głos przy stole, a czasem nawet pisać urokliwe książki o wędrującym świecie?    
Nie może ulegać wątpliwości, że tym wspólnym pniem jest Filozofia – a z perspektywy naszych potrzeb, szczególnie antropologia filozoficzna, teoria poznania i etyka. Nie mogę się  wypowiadać za socjologów, psychologów, a zwłaszcza twórców sztucznego świata – prawników, ale ekonomistom antropologia filozoficzna jest potrzebna, jako podstawa  sensownego, modelowego rozprawiania o koncepcji użyteczności, o argumentach, albo zmiennych funkcji użyteczności, której wartość człowiek-konsument maksymalizuje swoimi wyborami na tyle różnymi, na ile różne zmienne składają się na jego osobistą funkcję użyteczności. Zwracałem na to uwagę wyżej, w żartobliwym opisie mentalności osób,  których przyciągną wymienione Szkoły do pracy i na studia, każdemu dając poczucie maksymalnej satysfakcji, bo zgodnie z pierwszym nieobalanym dogmatem ekonomii każdy woli to, co woli, od tego, czego nie woli. 
Ekonomistom jest też potrzebna teoria poznania, teoria prawdy, metodologia nauki, by umieli odróżniać istotę zjawiska od form jego przejawiania się, a więc i posiadać zdolność abstrakcyjnego modelowania ekonomicznego, w odróżnieniu od empirycznego podejścia ekonometrycznego, w poszukiwaniu tej samej prawdy w różnych sytuacjach, systemach, gospodarkach, krajach i regionach. Wszystkim jest potrzebna etyka – tyle tylko, że nowocześnie wykładana, z odrzuceniem obecnego przesiąknięcia marksistowską niechęcią   do religii, jako źródła formowania duchowości i wyborów ludzkich – bez czego i wyżej wymienione analizy ekonomiczne nie będą pełne, a wybory biznesowe w pełni odpowiedzialne, nawet przy pełnej odpowiedzialności wobec prawa.
Filozofia zatem MUSI wrócić jako przedmiot obowiązkowy dla wszystkich na pierwszym roku studiów. Tak rozumianej filozofii musimy dać „dużo godzin” – np. 30 godzin   antropologia filozoficzna i teoria poznania + 15 godzin etyka i źródła moralności. Teorie poznania trzeba by rozwinąć w ”metodologię ekonomiczną” – żeby tylko znalazł się ktoś, kto  potrafiłby pięknie opowiedzieć na temat tego, co 46 lat temu pisał Leszek Nowak w swoich książkach o zasadach filozofii nauki (wtedy z obowiązku dodawał słowo „marksistowskiej) i wyłuskiwaniu istoty zjawiska przy pomocy założeń nie upraszczających rzeczywistość, jak to teraz kiepsko piszą kiepscy metodolodzy ekonomiczni, ale przy pomocy założeń „kontrfaktycznych”, gdy rozumuje się rygorystycznie, abstrakcyjnie modelowo, nawet gdyby żaden sformalizowany wyszukaną matematyką model miał nie powstać. Etykę widzę jako  podstawę funkcjonowania społeczeństw, kapitału społecznego, prawidłowego działania gospodarki i przedsiębiorców. Piękny przedmiot, nie zawsze w całym swym bogactwie naświetlany przez lewicujących myślicieli, z ich relatywizacją prawdy w dziedzinie, którą schematycznie datujemy od Greków starożytnych, ale na ogół nie sięgamy po ostatnią encyklikę Benedykta XVI „Caritas In Veritate”, splatającą etykę z gospodarką.  
Po drugie, do wspólnego rdzenia należy bezsprzecznie psychologia – niekiedy tak  dokładnie wymieszana ze zjawiskami ekonomicznymi i społecznymi, że nie wiadomo, gdzie się ona kończy, a gdzie zaczyna się ekonomia albo socjologia.  W istocie, gdy w ekonomii mówimy o popycie graficznie i algebraicznie wyprowadzanym z użyteczności i mapy preferencji, to w mówimy o potrzebach i duszy konsumenta, a jak mówimy o tym, to jesteśmy na terenie psychologii, z jej spornymi problemami, o których teraz nie wiem, czy zostały rozwiązane od czasu książki J. Pietera z 1969, albo jakie postępy zostały dokonane od roku 1938, gdy Murray opublikował swoje Explorations in Personality. I od czasu, gdy mieszanki psychologii i ekonomii dostarczał już dawno Reykowski w swojej psychologii motywacji, albo Rogoziński dyskutujący kategorie potrzeb w teorii ekonomii. (Akurat cytuję bibliografię swojego artykułu o potrzebach w „Ekonomiście” z 1980b r.). Wreszcie mamy pomosty w pięknej ekonomii subiektywistycznej - chłopcu do bicia w czasach wszechwładnego materializmu marksistowskiego. Dajemy więc psychologii 30 godzin zajęć do wspólnego koszyka, wliczając do tego czytanie na głos „Tyle człowieka co małpy” oraz „Kobiety są z Wenus” aMężczyźni z Marsa, co się potem może przydać do rozumienia mowy ciała w trakcie zajęć teoretycznych i praktycznych z negocjacji, dla tych, którzy wybiorą studia w  GSB-SGH. Natomiast ograniczamy wykłady z takiej psychologii, gdzie zamiast mówić o psychice opowiada się o neuronach, synapsach, połączeniach i zwojach komórek reagujących na  chemię, prąd i światło. To już raczej medycyna.     
Wspólna dla wszystkich ma być teoria prawa, jego źródeł, rodzajów i tak podana, by potem ekonomiści chcący pisać o teorii firmy (od Coasa, prawnika-ekonomisty i noblisty poczynając), deregulacji monopoli, polityce konkurencji, ubezpieczeniach i systemach ekonomicznych i emerytalnych, systemach podatkowych i handlu środowiskiem naturalnym umieli poprawnie wykorzystywać język prawniczy tam, gdzie jest taka potrzeba. Na takie wspólne prawo wystarczy wszystkim 30 godzin?
No i rzecz jasna, jak nie ma przyszłości bez przeszłości, tak nie ma kształcenia ekonomicznego i biznesowego bez historii gospodarczej, z całym jej dawnym bogactwem    malowanym twórczością jeszcze Kostrowickiej, Tomaszewskiego, Landaua, Ciepielewskiego, Kalińskiego i nowymi dziedzinami o pieniądzu Maciejewskiego i Wojtowiczów. Historia jest nauczką! Między przeszłością  a przyszłością leży teraźniejszość   ekonomiczna – tę poznajemy na zajęciach z geografii ekonomicznej - o odpowiedniej liczbie godzin wykładowych. Tutaj mamy duże doświadczenie i dorobek, którego nie ma co się wstydzić, z czasów sięgających początków naszej Uczelni. Uczynienie obowiązku z tego, co jest  obecnie do wyboru na oceanie wiedzy, nie  powinno budzić zbyt dużych oporów. 
Pozostaje jeszcze jeden akwen, zupełnie błędnie plasowany w obecnym programie studiów, choć zapewnie dobrze uprawiany, gdybym miał odwołać się do własnych z doświadczeń z kadrą wykładającą. To teoria gier. Przedmiot pn. Niezbędność „Podstaw podejmowania decyzji teorii  gier (którego merytoryczny, wspólny wszystkim zakres dla poziomu licencjackiego określą fachowcy w przedmiocie) nie wynika nawet z faktu, że w tej dziedzinie obsypało nagrodami Nobla w ekonomii, ale z tego prostego faktu, że przedmiot ten leży u podstaw myślenia i analizy wyborów i zachowań politycznych, którymi zajmują się politolodzy, zachowań społecznych, którymi interesują się socjolodzy, i ekonomicznych – od wyborów konsumenta do wyborów strategii firmy. Teoria gier ma zastosowanie w wielu dziedzinach, nie tylko w ekonomii i naukach politycznych, ale także w biologii, wojskowości, psychologii społecznej, socjologii, statystyce. Jej piękno i przydatność polega na tym, że rozwija metodologię, która ma zastosowanie do wszystkich sytuacji, w jakich mamy do czynienia z interakcjami racjonalnych, choć niekoniecznie zawsze dobrze poinformowanych uczestników. Ogólny, podstawowy wykład teorii gier, na którym wskaże się  „jak później, na dalszych latach będzie się wchodziło głębiej w zagadnienia specyficzne, będące obiektem zainteresowania innych przedmiotów”, nie wymaga „prerekwizytów” innych niż zdolność do logicznego myślenia i precyzyjnego wysławiania się. Słowem - przez książkę np. P.D. Strafifina „Teoria gier” przejdzie maturzysta nawet bez matematyki na maturze, co znaczy,  że w „trój-jednej” SGH teorie gier wykłada się dla wszystkich, na którymś z pierwszych trzech semestrów studiów. Nie ma dzisiaj i nie może być kształcenia politycznego, ekonomicznego i biznesowego bez teorii gier
Sugerowane tutaj „wspólne akweny żeglowania na oceanie wiedzy” uzupełnia dobre - i już od jakiegoś czasu funkcjonujące - rozwiązanie „bloku podstawowego”. W tym względzie pewne  uszczegółowienia okażą się potrzebne, gdy przyjdzie do niedługiego już przecież wprowadzenia w SGH kierunków „nieekonomicznych”, do czego gros potrzebnej kadry już u nas istnieje, a ewentualnie brakujących, nie wchodzących w skład minimum kadrowego,  zatrudni się na „umowach śmieciowych”. Wskazuje też, że siłą logiki kształcenia „Trój-jedna” SGH będzie przyjmowała na studia bez potrzeby określania zaraz na wstępie kierunku i Szkoły, ale gdy ktoś taką potrzebę wyrazi, to nikomu w niczym nie przeszkodzi.

S. Ryszard Domański